![]() |
W Lidlu pracuje pewien przystojny kasjer, który zawsze mnie zagaduje, kasując moje zakupy. Jakoś tak mi to pochlebia, nawet jeśli koleś jest ode mnie połowę młodszy, a podczas całej konwersacji widzi tylko połowę mojej twarzy, bo dolną jej część skrywa maska. Ostatnio powiedział mi, że w jego życiu dzieje się coś istotnego co dziesięć lat, a aktualną istotną rzeczą jest COVID. Nie wiem co takiego przytrafiło się mu dziesięć lat temu, ale sądząc z jego wieku, mógł to być jakiś przypał na imprezie z okazji jego jedenastych urodzin.
Trochę się nabijam, ale facet jest przemiły, a ja od jakiegoś czasu cenię sobie rozmowy z ludźmi spoza rodziny i bliskiego kręgu znajomych. Kiedyś zdarzały mi się codziennie, obecnie znacznie rzadziej, więc jak już jest okazja, to gadam i słucham jak najęta.
Niestety, dziś kasjer był pogrążony w rozmowie z inna klientką, znacznie ode mnie starszą. Nie będę zazdrosna - widać chłop musi sobie pogadać. Poza tym i tak nigdy mnie do końca nie widział - od dołu mam maskę, od góry okulary. Gorzej niż w habicie.
Choćbyśmy wpadli na siebie na plaży, facet nie ma szansy mnie poznać.
Choćbyśmy wpadli na siebie na plaży, facet nie ma szansy mnie poznać.
Co do asortymentu, to dziś królowały produkty włoskie. Dokupiłam trochę makaronu, powstrzymałam się przed kupnem lodów.
Kiedy wracałam do domu samochodem, w radio mówili o dodatkowych uprawnieniach, które ma otrzymać Garda do radzenia sobie z przypadkami, gdy ludzie łamią obowiązujące zasady życia w pandemii. Chodzi na przykład o to, żeby mogli zamknąć knajpę, która nie przestrzega zasad. Nie jest natomiast jasne, co będzie z prywatnymi imprezami. Aktualnie nie powinno się przyjmować więcej niż 6 osób w domu i ogrodzie. Czy Gardai będą mogli przyjść i wyprowadzić siódmą osobę?
Tak w ogóle to jazda w deszczu nastroiła mnie refleksyjnie i doszłam do wniosku, że cała ta sytuacja może się w dłuższej perspektywie odbić na życiu seksualnym mieszkańców Irlandii. Potencjalnie każde współżycie może skończyć się poczęciem, no a jeśli np. ja zajdę w ciążę bliźniaczą (co już raz mi się zdarzyło), to za cholerę nie wejdziemy do żadnej chałupy w tym kraju, bo byłoby nas już siedmioro. Żeby się z kimś spotkać, trzeba będzie się umawiać np. w kościele - tam może wejść 50 osób, więc mamy jeszcze zapas...

Komentarze
Prześlij komentarz